Rozdział 6 – Iskierka w mroku

Rozdział 6

Iskierka w mroku

 

            Widok, jaki miałam przed sobą, sprawił mi taki ból serca jakiego nie czułam nigdy wcześniej. Nathan trzymał Victora na rękach i pocałował go w czoło. Tak delikatnie jak tylko potrafił.

- Trzeba go pochować – powiedziałam zdecydowanie. Nie mieliśmy gdzie go zakopać, ale bez przygotowania dla niego odpowiedniego pochówku, nie wyszłabym z tego mieszkania za żadną cenę.

- Wiem – odpowiedział Nathan. – Przyniesiesz jakieś poduszki z dołu? Myślę, że strych będzie najlepszym miejscem dla niego. Nikt nic z nim nie zrobi, kiedy…

- Masz rację. – Nie pozwoliłam mu dokończyć. Zeszłam na dół na lekko trzęsących się nogach. Przyznam szczerze, że nigdy nie spotkałam się ze śmiercią, aż do apokalipsy. Bywało, że zastanawiałam się, jak przyjmę zgon bliskiej mi osoby. Podejrzewałam, że będę płakać, siedzieć długo w swoim pokoju i użalać się nad całym światem. Możliwe, żeby tak było, jednak teraz wiem, że nic nie jest wiadome. Victor był moim małym skarbem. Nie byłam jego mamą, jednak spędziłam z nim wiele chwil, ponieważ nasza mama nie miała wiele czasu. Dużo pracowała i jako pielęgniarka była często zmęczona, dlatego zajmowałam się Victorem, aby trochę odciążyć ją od obowiązków. Pomagałam mu w lekcjach, bawiłam się z nim. Był moim małym przyjacielem. Zdarzało się, że na niego krzyczałam, bo irytował mnie swoim zachowaniem, jednak mimo wszystko był najlepszą osobą jaką spotkałam w życiu. Był po prostu czystą dobrocią. Dlatego nie rozumiałam swego zachowania. Dlaczego nie popadłam w całkowitą rozpacz. Leżałam tylko przy Victorze kilka godzin, jednak czułam, że muszę iść dalej. Nie wiem, czy to pomoc Nathana, czy to system wyparcia. Podejrzewałam, że w taki sposób mój mózg próbuje poradzić sobie ze stratą, nie dopuszczając głębszych uczuć. Za każdym razem, jak wyobrażałam sobie twarz Victora albo rodziców, czułam jak coś automatycznie mnie hamuje. Od razu obrazy gdzieś uciekały i chyba sama chciałam je wyprzeć. Po prostu wiedziałam, że jak znowu pomyśle kogo straciłam, to polegnę. Nie dam rady i umrę z rozpaczy. Jednak jedyne co mnie trzymało przy życiu to Nathan. Wiedziałam, że nie mogę go opuścić, ani stracić. Był wszystkim co miałam i po raz kolejny wiedziałam, że był osobą, dzięki której potrafiłam żyć.

            Poszłam do sypialni, która prawdopodobnie należała do małżeństwa, które wcześniej zamieszkiwało to mieszkanie. Nie znaleźliśmy ich ciał, za co byłam wdzięczna. Wzięłam kołdrę, kilka poduszek i po krótkim zastanowieniu, białe prześcieradło. Było niezwykle czyste i stwierdziłam, że trzeba uwiecznić niewinność Victora, chociaż przynajmniej w tak marny sposób. Rozejrzałam się jeszcze, jednak nic ciekawego nie zauważyłam, dlatego wyszłam, kierując się na strych. Na górze Nathan stał w tym samym miejscu, co wcześniej, wciąż trzymając Victora w ramionach. Poczułam jak moje ręce mimowolnie zaciskają się na miękkich przedmiotach, jakie miałam w rękach. Znów wyparłam myśli z głowy. Musiałam to robić, aby przeżyć.

- Elizabeth… – wyszeptał Nathan. Spuściłam głowę, nie mogłam patrzeć na widok jaki miałam przed sobą. Mimowolnie poczułam łzy na moich policzkach… dlaczego?

- Nathan… zróbmy to szybko. Nie mogę już.

- Elizabeth, chyba…

- Powiedziałam, że nie mogę! – wydarłam się. Obrazy rodziny z impetem wpadły mi do umysłu. Poczułam zawrót głowy i chęć wymiotowania. Ból, jaki niespodziewanie pojawił się w moim sercu, był nie do wytrzymania. Nie dam rady – pomyślałam. To dla mnie za dużo. Wpajałam sobie, że żyję dla Nathana i muszę przeżyć. Ale ja nie chcę żyć. Nie w taki sposób. Chcę umrzeć…

- Nie dam rady rozumiesz!! – krzyczałam i rzuciłam kołdrę, wraz z poduszkami i prześcieradłem na podłogę – To dla mnie za wiele ja serio…

- Elizabeth! Victor chyba oddycha!

- C… co? – Spojrzałam na Nathana niedowierzając. O czym on mówił? Chyba oddycha? Co to znaczy? Przecież leżałam z Victorem prawie kilka godzin i wyglądał jak martwy! – Czemu to robisz?! Dlaczego mnie…

- Mówię prawdę! Patrz. – Podszedł do mnie i odsłonił klatkę piersiową, abym lepiej widziała. Unosiła się. Stałam z otwartymi ustami, a ból w sercu, jaki miałam wcześniej, całkowicie gdzieś zniknął.

- Jak… to możliwe?

- Nie wiem… chyba Astaroth go po prostu uśpił, tak, że wyglądał na martwego. Możliwe, ze to jakiś rodzaj trucizny, jednak… żyje… – Zaczęłam się śmiać. Nathan spojrzał na mnie, jednak zaraz mi zawtórował. Śmialiśmy się razem jak głupi, a moje łzy zamieniły się w łzy szczęścia. Victor żyje, on naprawdę nie umarł.

- Chodź, położymy go na tym, co przyniosłaś. – Zgodziłam się od razu. Ułożyłam odpowiednio wszystko to, co wzięłam ze sobą i położyliśmy na tym naszego brata. Miał zamknięte oczy, jednak zdecydowanie nabrał kolorów. Nathan dla pewności sprawdził mu puls i z ulgą stwierdził, że wciąż go ma.

- To co teraz? – Spojrzałam na Nathana.

- No nic, czekamy aż się przebudzi.

- Mam na myśli to, gdzie idziemy. Jaki mamy plan? – Nathan sposępniał.

- Sam nie wiem. Wiem tylko, że nie przeżyjemy długo w tym mieszkaniu, więc i tak musimy stąd się przenieść. Niestety, nie mamy żadnego transportu, chociaż może uda się coś znaleźć po drodze.

- Ale gdzie będziemy się kierować?

- Myślę, że powinniśmy znaleźć samochód i jechać do Nowego Yorku, jak mówił ojciec. Jednak jeśli nic nie znajdziemy, to nie ma sensu tam iść, bo nie zdążymy już na statki. Powinniśmy się kierować raczej na północ.

- Kanada? – spojrzałam na niego zdziwiona. – Dlaczego tam?

- Zimno spowolni Martwych. W dodatku jest tam zdecydowanie mniej ludzi niż w samych Stanach, więc będzie ich mniej. Proponuje przemieścić się jak najbliżej wody i znaleźć jakąś łajbę w razie różnych ataków. Przeczekamy tam jakiś czas, aż to wszystko się skończy…

- Myślisz, że dojdziemy aż do Kanady?

- Mam taką nadzieję. – Wzruszył ramionami. – Sprawdzisz kuchnie? Może coś jeszcze zostało do jedzenia, co przeoczyliśmy. Spróbuj zdobyć jak najwięcej się da. Ja w tym czasie ogarnę pomieszczenia, to może znajdę coś, co pomoże nam przetrwać. Niestety plecaki zostawiliśmy w samochodzie.

- Powinniśmy zostawić tu Victora? Ten stwór…

- Nie żyje. – Przerwał mi Nathan. – Wszystko jest w porządku Elizabeth. Naprawdę, zajmij się teraz prowiantem. – Kiwnęłam głową, choć minę wciąż miałam niepewną. Mimo wszystko, razem z Nathanem, zeszłam na dół i poszłam do kuchni, kiedy on został w salonie.

            Pomieszczenie kuchenne nie było zbyt wielkie. Zaczęłam otwierać wszystkie szafki, sprawdziłam czy z kranu leci woda, zerknęłam nawet do kosza na śmieci. Ostatecznie zebrałam dwie, duże butelki wody, trzy konserwy, płatki śniadaniowe kilka batonów energetycznych. Dziwiłam się, że aż tyle przeoczyliśmy, ale również dziękowałam za to. Nathan wcisnął mi jeszcze cukier, twierdząc, że będziemy potrzebowali wszystkiego, co tylko pomoże nam w jakikolwiek sposób przeżyć.

- Myślę, aby sprawdzić inne mieszkanie – powiedział w końcu, kiedy skończyliśmy zbierać przedmioty. Przygotował trzy plecaki, jeden z nich był mały i różowy. Prawdopodobnie nie spodoba się Victorowi, ale nie będzie miał wyboru. W każdym z plecaków było trochę prowiantu, jakieś ubranie na zmianę i kilka gadżetów w stylu latarka albo baterie. Jako, że kobieta, która wcześniej tutaj mieszkała, musiała mieć podobną figurę do mnie, to zmieniłam ubrania. Wzięłam szarą bluzkę na ramiączkach i do tego czarną bluzę. Dobrałam również czarne legginsy i o dziwo znalazłam damskie, wojskowe buty. Były niesamowicie wygodne i na pewno trwałe. Miały też wszytą małą kieszonkę, do której wsadziłam nóż. Świetnie się kamuflował, a podejrzewałam, że kiedyś go na pewno wykorzystam. Nathan znalazł także broń z pełnym magazynkiem. Najwidoczniej wcześniejszy mieszkańcy nie zdążyli wykorzystać swojego sprzętu.

- Ale jak sprawdzić? Co chcesz zrobić? – spytałam.

- Sprawdzę wpierw, czy na korytarzu wciąż są jakieś zombie. Spróbuję wejść do innego mieszkania.

- Ale…

- Elizabeth. Tu chodzi o nasze życie. Nic ci nie da unikanie zagrożenia, kiedy możesz umrzeć z głodu. – Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że ma rację, ale nie chciałam ryzykować jego życiem. Nie wiedziałam jak sobie poradzę, jakby coś mu się stało.

- Ok… ale uważaj na siebie dobra? – powiedziałam. Kiwnął głową. Wyciągnął pistolet i sprawdził magazynek. Potem upewnił się, że nóż jest ciągle w tym samym miejscu i poszedł w kierunku drzwi. – Nathan…

- Najpierw sprawdzę jak wygląda sytuacja. Może w ogóle nie uda mi się przemknąć. – Poszłam za nim i stanęłam obok niego, przy drzwiach. Zadrżałam, kiedy drzwi zaskrzypiały w momencie jak je otwierał. Miałam nadzieję, że zombie nie reagują na wszystkie najmniejsze dźwięki.

- Dobra, widzę jak coś tam chodzi, ale jest zdecydowanie za daleko aby mnie widział. Zresztą z jednym sobie poradzę. Teraz Elizabeth – spojrzał na mnie poważnie – czekaj na mnie na strychu. Jak nie wrócę za około godzinę, to i tak będziesz musiała poczekać, aż Victor się przebudzi. Weź wtedy prowiant i uciekajcie. Pamiętasz co mówiłem. Na północ. Udało mi się znaleźć kompas, jest w różowym plecaku. Jesteście słabi, więc omijajcie duże miasta. Proponuję szukać wiosek albo stacji benzynowych. Dacie sobie radę, wiem, że jesteś mądra Elizabeth.

- Wrócisz Nathan, wiem o tym – szepnęłam, jednak nie byłam pewna czy w to wierzyłam. Kiwnął głową i zniknął za drzwiami. Patrzyłam jeszcze jak się czaił przy kolejnych drzwiach, a potem delikatnie spróbował je otworzyć. Były zamknięte. Poszedł dalej, a ja wychyliłam się, aby zobaczyć gdzie idzie. Kolejne drzwi były otwarte, co mnie się nie spodobało, jednak Nathan postanowił skorzystać z okazji. Kiedy zniknął, nie słyszałam już jego kroków. Moje serce łopotało coraz szybciej i mimo, że Nathan kazał mi iść na strych, nie potrafiłam się poruszyć. Nie miałam pojęcia jak długo stałam, wpatrując się w miejsce, w którym zniknął Nathan. Kiedy cisza piszczała mi w uszach, podejrzewałam najgorszego. Bałam się, że jakiś nowy rodzaj stwora go zaatakował i po cichu zabił. Może nawet teraz leży i próbuje się uratować, a ja tu stoję…

            Nie wytrzymałam. Rozejrzałam się i ruszyłam przed siebie, do miejsca gdzie ostatni raz widziałam Nathana. Nie mogłam mu pozwolić umrzeć, nigdy.

~*~

No i jest kolejny rozdział! Aż sama jestem szczęśliwa, że w końcu go opublikowałam :) Chociaż według mnie jest najsłabszy ze wszystkich to mimo wszystko cieszę się, że powróciłam na bloga. Postaram się go trochę rozkręcić, jednak nie wiem ile z tej obietnicy spełnię. Witam was wszystkich ponownie, a kolejny rozdział już niebawem!

Pozdrawiam :)